Antrakt

Rolled Magazines
 

Życie teatralne

w tym wydaniu:
* Teatralnik - Kwarantannik - wstępniak Jacka Westera
* Aktor w izolacji... otwiera oczy - rozmowa Sylwii Firańskiej z Rafałem Ostrowskim
* To dla Was! - gramy w lipcu i w sierpniu
* Marzenie, nadzieja i resentymenty - felieton Andrzeja Śledzia
* H jak huśtawka - alfabet Muzycznego

 

Teatralnik – Kwarantannik
(nieco) pandemiczny kwarANTRAKTnik

Po stanowczo zbyt długiej nieobecności wracamy. Wracamy jeszcze nieco nieśmiało, ale z pełną determinacją. Na początek repertuar Nowej Sceny będzie można obejrzeć na Scenie Dużej. Tylko w ten sposób możemy zapewnić bezpieczeństwo swoje i widzów jednocześnie nie rezygnując z jakości. Musimy też niestety wciąż pamiętać o rentowności naszych przedsięwzięć. Czas od marca, kiedy to pandemia wstrzymała nasze teatralne spotkania i zamknęła nas w izolacji naszych domów, dłużył się niemiłosiernie. Cała aktywność, niemal całe życie przeniosło się do sieci. Serwery grzały się, a łączność nie raz zrywała z powodu przeciążenia. Artyści hurtowo ruszyli z domową produkcją nagrań. W sieci znalazły się wszelkie artystyczne popisy – piosenki, wiersze, bajki, skecze i co kto tylko jeszcze wymyśli. Wszyscy prześcigali się w pomysłach i kreatywności. Pojawił się program „Kultura w sieci”, w ramach którego stypendyści Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego prezentowali (i nadal prezentują) swoje twórcze dokonania. Teatr nasz również otrzymał dofinansowanie z Narodowego Centrum Kultury na nagranie spektaklu „Brzechwa dla dzieci”, który będzie można zobaczyć na naszej stronie internetowej już wkrótce. Trzeba przyznać uczciwie, że środowisko artystyczne boleśnie odczuło skutki pandemii. Zarobki dramatycznie spadły a ilość czasu wolnego drastycznie wzrosła. Koledzy jednak nie siedzieli bezczynnie. Pojawiło się wiele projektów, które można było śledzić za pośrednictwem naszych stron na portalach społecznościowych. Pojawiły się ciekawe wywiady, lekcje stepowania, lekcje śpiewu. Aktorzy czytali bajki dla dzieci, które w ich interpretacji i dla dorosłych nabierały nowego znaczenia. Koledzy zabrali się również za materiały znane, nadając im nową formę i interpretację. W ten sposób powstało kilka naprawdę niezwykłych wykonań, które staną się pięknym twórczym śladem czasu kwarantanny.  Projekt „Jest inaczej”, którym od strony muzycznej kieruje Krzysztof Wojciechowski trwa nadal i niebawem na stronie Youtube oraz Facebooku pojawią się kolejne odcinki. Nad swoim autorskim projektem pracuje również Katarzyna Kurdej, która robi reportaż z procesu twórczego nagrywania płyty swojego męża, znanego pianisty Piotra Mani. Odbyło się również kilka wykonań zbiorowych nagrywanych z domu. Nasi artyści nie tylko nagrali „naszą” piosenkę (Trzeba mi wielkiej wody), ale także uczestniczyli w projektach międzyteatralnych wraz z kolegami z teatru w Poznaniu, czy warszawskiej Romy. Miasto Gdynia nagrało wielce krzepiącą piosenkę „Bądźmy razem”, do wykonania której zaproszono wielu gdyńskich artystów. Dla naszego Mecenasa Głównego, Grupy Lotos S.A., zrealizowaliśmy film z naszą patronką w roli głównej. Jest to krótka opowieść o niezłomności Baduszkowej, która w obecnej sytuacji na pewno podjęłaby rękawicę rzuconą przez los. W rolę Baduszkowej wcieliła się Magdalena Smuk. W ramach „pandemicznych resentymentów” można było również zobaczyć telewizyjną realizację „Chłopów” w reżyserii Wojciecha Kościelniaka.


Tych naszych śladów można w sieci odnaleźć mnóstwo. Zachęcamy do poszukiwań, a gwarantujemy, że odnajdziecie niejeden klejnot i niejedną perełkę.

W dzisiejszym Antrakcie jak zwykle spotkanie z jedną z naszych gwiazd, kolejna anegdota z Alfabetu Teatru Muzycznego i cykliczny felieton w Rozbujanych Horyzontach.

No i zapraszamy do teatru.

N a r e s z c i e !!!


                                               

Jacek Wester

Aktor w izolacji... otwiera oczy

Bufet wciąż zamknięty, rozgościliśmy się więc w Rafała Ostrowskiego garderobie. Warunki wciąż dość sanitarne i Teatr dziwnie pusty, ale udało się wypić herbatę i porozmawiać - o epidemii i nagłym zatrzymaniu, które solistę Teatru Muzycznego zainspirowały do poszukiwań i wniosków dość nieoczywistych. Piła herbatę i rozmawiała Sylwia Firańska.


Wasza rodzina przetrwała kwarantannę i to w całkiem dobrych nastrojach?

Przez półtora miesiąca docieraliśmy się, bo chociaż rodzicom zawsze brakuje kontaktu z dzieckiem, domownicy przeżywają szok, kiedy nagle są na siebie „skazani”. Kiedy się już dotarliśmy, było już tylko cudownie. Dla mnie czas izolacji był też możliwością sięgnięcia po zupełnie inne niż dotychczas źródła wiedzy.


Jakie źródła i jakiej wiedzy?

Odrzuciłem zupełnie mainstreamowe media. Niszowa wiedza stała mi się bliska, chociaż nie napawa dobrym myśleniem. Zdałem sobie sprawę, że na wielu przestrzeniach ulegamy manipulacji kilku tysięcy wpływowych przedsiębiorstw i osób. Upewniłem się, że nie wszystko da się wytłumaczyć naukowo. Dla mnie świat po tym czasie wygląda zupełnie inaczej, koronawirus jest jednym z naszych najmniejszych problemów. Spójrz nawet na śmieci - w izolacji do furii doprowadziło mnie, ile my wszyscy potrafimy codziennie wyprodukować śmieci.


Zaczynam rozumieć, dlaczego żadna książka nie została doczytana do końca...

Rzeczywiście, pochłonęły mnie źródła internetowe, ale tak naprawdę żadna książka nie miała szans na doczytanie ze względu na dzieciaki. Jeśli kwarantanna coś mi dała, to czas spędzony z nimi. I wiedzę, że zawód aktora nie znaczy nic. Kultura nie znaczy nic, a artyści często w takich sytuacjach nie mają za co zapłacić rachunków. Cieszę się, że z prozaicznej gry na giełdzie gospodaruję oszczędnościami. Jest to przykre, bo myśląc o swoich trzech synach, zrozumiałem jak niewiele czasu dotąd z nimi spędziłem, bo na czele działań zawsze była praca.


To nie frustrowało nigdy wcześniej?

Bardzo, ale w wirze działań szybko przychodziła myśl, że przecież muszę robić w pracy swoje. Dopiero to nagłe zatrzymanie się umożliwiło mi poświęcenie średniemu synowi całego jednego dnia i pomyślałem, że coś tu jest nie tak. W życiu podejmowałem wiele prac bardziej i mniej brudnych i trudnych, m.in. w gazecie czy jako kelner i barman w kasynie. Śmiem powiedzieć, że aktorstwo to jedna z bardziej wymagających.


I gdzie w tym wszystkim magia teatru?

Tak jak sam teatr, jest pomiędzy. Magia nie powstaje na scenie, ani na widowni, ale pomiędzy, czyli w widzach. W ich wyobraźni, sercach i duszach. Kiedyś ludzie nie rozróżniali teatralnej fikcji od rzeczywistości. Tata, który był aktorem opowiadał, że w latach 60. po uduszeniu na scenie Desdemony publiczność czekała przed teatrem, żeby dać nauczkę Otellowi. Teraz ludzie doskonale wiedzą, po co jest teatr i że umawiamy się w nim na wspólne kreowanie „rzeczywistości” - bo w każdej postaci i sytuacji widz może akurat przeżyje nawiązanie do własnego życia. Siłą teatru muzycznego jest przedstawianie wszelkich spraw, nawet trudnych w sposób bardzo atrakcyjny, pełen oddziałującej na emocje muzyki.


Na widowni Dużej Sceny widzisz ciemność, czy ponad tysiąc różnych osób?

Widz jest najważniejszy w teatrze, bo teatr jest naszym spotkaniem - aktora i widza. Zawsze mam świadomość, że gram do człowieka. Kiedy w czasie izolacji graliśmy koncert na żywo online, czyli do kamer, mieliśmy sporo trudności, nie czuliśmy tej energii i dużo nas kosztowało wykrzesanie jej.


Niektórzy aktorzy twierdzą, że to, że nie widzą publiczności, nie przeszkadza im, po prostu grają.

Nie rozumiem - obecność widza czuję w najgłębszej ciemności. Przy spektaklach wymagających kontaktu, takich jak „Kumernis, czyli o tym, jak świętej panience broda rosła”, zdarzają się zaskakujące sytuacje. Kiedyś podczas spektaklu zauważyłem parę, którą niesłusznie oceniłem, pomyślałem, że zaraz wyjdą. Wysiedzieli, zrozumieli i byli pod wrażeniem. To było dla mnie pouczające doświadczenie.


Teraz kontakt będzie tym bardziej ograniczony. Jak będą wyglądały np. „Szalone nożyczki”?

Z „Szalonymi nożyczkami” rzeczywiście jest inaczej niż z resztą zaplanowanych spektakli. Mamy to, jak na razie nierozegrane. Oprócz tego, że „Szalone nożyczki” to spektakl bazujący na kontakcie z widownią, zastanawia mnie, czy bohaterowie powinni nosić maseczki? Akcja dzieje się w salonie fryzjerskim, a spektakl wymaga od nas kreacji aktualnej rzeczywistości. Pewnie zdecydujemy na pół godziny przed spektaklem, ta komedia bazuje przecież na spontaniczności, poza tym jesteśmy do niego już dobrze przygotowani.


Jesteś gotów na powrót, w tej innej rzeczywistości?

Ze wszystkich powodów, o których ci opowiedziałem, ta rzeczywistość nigdy nie będzie taka sama. Izolacja otworzyła mi oczy. To, jak patrzymy na siebie, na innych, co wyrzucamy do śmietnika i ile wody marnujemy. Zacząłem być świadomy tego, co się z nami wszystkimi dzieje, zatracamy się w masie nieistotnych rzeczy.
I że większość jest tego zupełnie nieświadoma. Mam nadzieję, że jestem na tę nową rzeczywistość gotowy.

To dla Was!

Sytuacja nas nie rozpieszcza, ale gdyński Muzyczny z niejednej opresji już wyszedł, więc wyjdzie i tym razem. Choć teatralna rzeczywistość także się zmieniła, nie chcemy dłużej zwlekać
z otwarciem przed Wami drzwi widowni. Przemyśleliśmy możliwości i potrzeby funkcjonowania tak dużej instytucji kultury w obecnych warunkach i stwierdziliśmy, że najlepiej będzie… wziąć to na śmiech. Każdemu z nas przyda się przecież dawka pozytywnej energii prosto ze sceny! Prezentujemy więc nieprzewidziany, lecz przemyślany repertuar wakacyjny


od 24 lipca do 9 sierpnia:


„Okno na parlament” -

dla wielbicieli klasycznej farsy


„The Big Bang” -

dla niezdecydowanych mecenasów  kultury


„Szalone nożyczki” -

dla rozwiązujących kryminalne zagadki


„Avenue Q” -

dla posiadaczy niebanalnego poczucia humoru


Tytuły te wyjątkowo przenosimy w przestrzeń Dużej Sceny. Bezpiecznie, rozważnie, komfortowo. Pozytywnie! Chociaż jest inaczej, to dla Was wracamy - do zobaczenia!

Marzenie, nadzieja i resentymenty

To, co nas najbardziej umacnia w żegludze po ogromnej wodzie, to nadzieja na upragniony ląd. Oceany nie są takie bezbrzeżne. Jeszcze rozpalimy ogień na suchym lądzie. Osuszymy sztormiaki i ruszymy przed siebie z nadzieją. Wiele było nadziei w moim anonsującym nadchodzącą wiosnę felietonie. Wszystko to jednak pękło jak przysłowiowa mydlana bańka-w jednej chwili. Dopiero co umilkły oklaski wielu dziesiątek dziecięcych dłoni. Zagraliśmy czwarty przedpremierowy spektakl repertuarowej nowości „Księga Dżungli”. Premiera za progiem… I nagle koniec zdania z wielką kropką i drętwą pauzą, zwieńczoną całą serią znaków zapytania. Rozeszliśmy się do domów bez jakiejkolwiek wizji przyszłości. Co więcej, nauczeni doświadczeniem, bez nadziei na odzew tych z branżowego Mount Everestu. Tam jednak z perspektywy paru tysięcy, które nas dzielą i rozrzedzonego mocno powietrza trudno nawet oddychać, a co dopiero racjonalnie myśleć... Tak więc na długie miesiące Teatr spowiło głuche milczenie. Dopiero czerwiec przyniósł lapidarne wzmianki o pozostawionych samym sobie ludziach wolnych zawodów. Co prawda nie rozbudziły one zbyt wielkich nadziei. Były zaledwie mizernym fragmentem oficjalnych wystąpień. W chwili kiedy to piszę, nie ma to już większego znaczenia, bo wracamy na deski teatru. Wszystkim nam zapewne towarzyszy wciąż gonitwa myśli: różnych, najróżniejszych. Przetykanych nadzieją, że jeszcze wszystko będzie dobrze. Nadzieją, że obok swojego fotela na teatralnej widowni ujrzymy uśmiechnięte twarze tych, co przyszli tu z tego samego powodu. Tak jak to bywało w minionych sezonach. Wśród  nadziei ta najważniejsza, że teatr zawsze był, jest
i będzie komuś potrzebny. Tysiące lat gromadzi wokół siebie wrażliwych ludzi. Spragnionych spotkań z innym wymiarem wykraczającym poza zwykłą kalkę rzeczywistości. Potrzebujących kontaktu ze słowem, które się rozumie wedle tego, co ono rzeczywiście znaczy. Taki wciąż jest teatr. Takim zachowujemy go dla Was. Chronimy przed zalewem chwastów językowych, dając mądry i klarowny przekaz. Chcemy wciąż kreować wspaniałą rzeczywistość. Z całą pewnością nie tę, która szuka prawdy gdzieś między obszarami miejskich legend. Teatr ze swoją prawdą chce wymykać się sondażowym słupkom, przyciasnym mocno już zakurzonym ramom
i wydeptanym ścieżkom. I jeśli wracamy, to wracamy z tym wszystkim, co pamiętacie, doceniacie i co tak bardzo Was cieszy. Obejrzycie nasze najlepsze farsy i komedie w samym środku lata. Przypomnijmy sobie nasze wspólne sukcesy, których
i Wy i my jesteśmy autorami. Uśmiechnijmy się do nich. Razem będzie weselej.  Jeśli lato, to w muzycznym. A przedtem  obowiązkowo spacer nad morzem i  pamiętajcie strofy Jonasza Kofty:



W rytmie wiecznej tęsknoty

Wraca fala do plaży

Ty pamiętaj wciąż o tym

Trzeba marzyć.

                                 

Andrzej Śledź

 

H – jak Huśtawka

Huśtawkę z teatrem skojarzyć nietrudno. A zwłaszcza z naszym teatrem. Była efektownym rekwizytem bujającym aktorów nad sceną na przykład w Hair, a w Notre Dame de Paris wspaniałymi huśtawkami były ogromne dzwony katedry wprawiane w ruch przez tancerzy. Huśtawki grały również na małych scenach. Ta dziecięca zabawka to całkiem dorosłe wyzwanie dla aktorów, bo to bujnąć się trzeba tak nie za mało nie za dużo, żeby było bezpiecznie, no i żeby w głowie się nie zakołowało. Zresztą nie trzeba huśtawki, żeby dostać kręćka w głowie. Zwłaszcza w głowie artystycznej. Śmiej się i płacz na zawołanie, raz smutek i żal, raz radość i energia. Toż to gigantyczna wręcz huśtawka nastrojów. No dobrze, może aktorzy uczą się tych skrajnych stanów, fiksują pewne zachowania, potrafią je szybko odtwarzać łącznie z całym bagażem emocji, ale – tak na zdrowy rozum – czy nie jest to podobne do niestabilności emocjonalnej lub ewentualnie, czy do takiego rozchwiania nie może doprowadzić? Hmm, pewnie może, dlatego trzeba bardzo uważać – jak to na huśtawce. Choć z drugiej strony fajnie jest czasem „pojechać po bandzie” i nakręcić emocje ekstremalnie. To bywa oczyszczające. Oczywiście takie stany muszą być wypróbowane i zaakceptowane przez reżysera, który w teatrze często przyjmuje swoistą rolę terapeuty. To on ostatecznie decyduje jaki poziom bujania osiągnie na scenie ta emocjonalna huśtawka, ale radości i smutki to nie tylko scena. Bujamy się przecież i w życiu. Bujamy się i to w różnych tego słowa znaczeniach. A jak się zabujamy i to na dodatek nieszczęśliwie, to dopiero jest huśtawka.

Taką właśnie historię dość smutną opowiadał musical „Huśtawka”, którego premiera odbyła się 14.12.1985 roku. Reżyserował młody Wojciech Kępczyński, no i obsada też była młodsza o 35 lat. Musical stworzony według dramatu „Dwoje na huśtawce” Williama Gibsona opowiada o trudnych relacjach młodej tancerki marzącej o karierze na Broadway’u z żonatym prawnikiem rozpoczynającym karierę adwokacką w Nowym Jorku. Starsi widzowie zapewne pamiętają to nieco szalone przedstawienie. Wspaniała scena roztańczonego szpitala, w którym pielęgniarze i pielęgniarki jeździli na wrotkach. Zapierający dech w piersiach „Podatek od soli”, w którym młody prawnik uczy się przepisów prawa stepując, a potem dołącza do niego cały czterdziestoosobowy zespół, czy wreszcie „Nie ważny początek, ważny koniec” – finał w iście broadwayowskim stylu, w którym zastosowano cytaty z wielu ówcześnie popularnych musicali. Przedstawienie nie odniosło spektakularnego sukcesu i z mniejszym lub większym powodzeniem bujało się w repertuarze naszego teatru jakieś dwa sezony. No, ale z sukcesami – jak w teatrze, tak i w życiu – jest jak na tej huśtawce. My jednak naszym czytelnikom i widzom życzymy wysokich, bezpiecznych lotów. I niech Was los pięknie buja na huśtawce życia.

                              

   Jacek Wester

 

Plac Grunwaldzki 1
Gdynia, 81-001
Polska

©2018 by Antrakt. Proudly created with Wix.com