Antrakt

Rolled Magazines
 

JUBILEUSZOWO!!!


 
IMG_1251.JPG

Piękne jubileusze w niepiękny czas

Drodzy widzowie.

Od miesięcy marzyliśmy, żeby nasz teatr otworzył jak dawniej swoje sceny. Żeby było jak dawniej. Już prawie się to udało i niestety znów zawisła nad nami wirusowa chmura i zdradziecka poświata żółtej strefy. Nie jest dobrze, tak jakby pandemia uwzięła się na kulturę i artystów. Czujemy się najbardziej zadżumionym środowiskiem. I wcale nie dlatego, że jakoś specjalnie i hurtowo chorujemy. Nie dlatego, że teatry są miejscem szczególnie narażonym, które wirus sobie upodobał. Nie dlatego też, że nie rozumiemy potrzeby walki z pandemią, trzymania społecznego dystansu i dochowania sanitarnych obostrzeń. Wręcz przeciwnie. Mamy przeświadczenie, że nasze procedury są wysoce bezpieczne a nasi widzowie potrafią być bardzo zdyscyplinowani i rozumieją potrzebę dochowania wszelkich ograniczeń. A jednak rozporządzenia i wytyczne traktują nas jak źródło potencjalnego niebezpieczeństwa. Trudno to zrozumieć patrząc na miejsca, w których bez żadnej kontroli i procedur mogą gromadzić się ludzie. To głęboko niesprawiedliwe i z takim poczuciem odrzucenia naprawdę trudno nam sobie poradzić. Dzisiejszy Antrakt po raz pierwszy powstawał w całkowicie odmiennych warunkach. Pracowaliśmy zdalnie. Wywiady odbyły się telefonicznie lub on-line. To nie było ani komfortowe, ani przyjemne. Jedną nogą staliśmy przecież już na scenie, a tu znowu taki trudny do zaakceptowania przymus. Ale przecież nie możemy rezygnować chociaż z takiej formy kontaktu z Wami. Zwłaszcza, że mamy już zakorzenioną tradycję październikowego numeru w całości poświęconego ludziom, którzy w tym sezonie obchodzić będą swoje jubileusze pracy. Pośród nich są wieloletni pracownicy, którzy swoje zawodowe życie oddali temu teatrowi i jego widzom. Ten numer należy się i Im i Wam drodzy widzowie. Pisaliśmy go ze smutkiem w sercu, ale też z wielką nadzieją, że kolejny tydzień przyniesie jakąś odmianę po tych długich miesiącach naszej wzajemnej rozłąki. Czytajcie go wnikliwie, bo każda osoba, której ten numer poświęcamy, zasługuje na uwagę i moment dobrych myśli i pozytywnej energii. Tej energii, jej wymiany, zwłaszcza dziś bardzo nam potrzeba. Może to zaledwie kilka stron. Ale to jest nasz głęboki ukłon dla tych, którzy mieli odwagę życie swe związać z teatrem – jak się dzisiaj okazuje najbardziej z niepewnych miejsc do pracy. A praca, to przecież życie. Dziś to bardzo trudne życie. Jednak teatr to przecież magia. Przedstawiamy Wam więc poczet najbardziej zaczarowanych ludzi, którzy wciąż tu z nami są. Przy najbliższej okazji nagrodźmy ich wszystkich wielkimi oklaskami. 

                                                                 


Jacek Wester

cosmos-flowers-1138041_1920.jpg

Kto, po co, dlaczego?

Zgodnie z zapowiedzią przedstawiamy Państwu naszych tegorocznych dostojnych Jubilatów. 

W gronie tym znajdziemy przedstawicieli niemal wszystkich teatralnych działów. Tym razem, ze względu na obostrzenia związane z pandemią koronawirusa nie udało się zrobić wspólnego, pamiątkowego zdjęcia. Zmuszeni byliśmy do sięgnięcia w przepastne otchłanie naszych archiwaliów. Nie wszystkie dostępne zdjęcia były w kolorze. Postanowiliśmy zatem ujednolicić je kolorystycznie, niektórym zdejmując nieco koloru, innym go odrobinkę dodając. Wyszła taka retro sepia. To nietypowy zabieg, ale czyż czasy, w których przychodzi nam tworzyć, są typowe…?


Jolanta Arasimowicz - Orkiestra – 35-lecie

Jola pięknie gra na flecie 

Zimą, wiosną  oraz w lecie.


Alicja Augustynowicz - Pracownia modniarska – 35-lecie

Widzę tylko twoje kapelusze, 

w które wkładasz całą duszę. 


Włodzimierz Barcikowski - Pracownia dekoracji, Modelatornia – 45-lecie

Teatralny świat z ochotą,

modeluje rączką złota.


Biernat Dorota - Garderobiana – 20-lecie

Nasza Dorotka jako laska seksi

ubierze aktora nawet w kostium z pleksi.


Renata Bigus - Rekwizytornia – 25-lecie

W rekwizytorni codziennie buszuje,

I niepodzielnie w kulisach króluje.


Aleksandra Borowiak - Rzecznik prasowy – 30-lecie

Ta nasza Ola mediom przychylna,

 w sprawach teatru jest nieomylna.  


Marzena Chwałek - Obsługa Widowni – 30-lecie

Ekskluzywne miejsca wskaże, 

wiernych widzów zna już twarze.



Elżbieta Deputat - Orkiestra – 50-lecie

Ela pianistka, demon klawiszy,

Co w orkiestronie nie znosi ciszy.


Bogdan Gasik - Zastępca Dyrektora – 35-lecie 

On dyrektorowi dzielnie sekunduje, 

Po społu z Igorem nowe plany snuje.


Dorota Gloc - Kierownik Biura Obsługi Widzów – 40-lecie 

W diagram widowni wpisze co trzeba, 

wciąż skłonna widzom przychylić nieba



Żaneta Gołębiewska-Woźniczko - Impresariat – 45-lecie 

Impresariat ważna sprawa, 

dla niej to jak z mlekiem kawa.


Krystyna Jasińska - Pracowania krawiecka – 50-lecie 

Igła, szpilka, nić, maszyna,  

kostium stworzy w mig Krystyna. 


Marzena Jaworek - Obsługa Widowni – 20-lecie

Chcesz wejść do teatru, gdy nie masz biletu

Ona wytłumaczy: twoje miejsce nie tu. 


Zofia Kotyńska - lekarz –45-lecie

Pani doktor kochana osoba, 

to przy niej znika każda choroba.


Dariusz Kruszyniak - Kierownik Działu Eksploatacji Budynku – 40-lecie 

         Gospodarskie oko Darka,

 to Teatru dobra marka.


Renata Kuć - Obsługa Widowni – 30-lecie

Widzowie z dala poznają Renię,

bo najważniejsze pierwsze wrażenie.


Elżbieta Kwiatek - Orkiestra – 30-lecie

W orkiestrze viola- pierwsza altówka,

 nie straszna Eli żadna solówka. 


Michał Leo - Orkiestra – 25-lecie

Muzyk w orkiestrze gra na fagocie

i przez ćwierćwiecze zagrał nut krocie. 


Bogumiła Makowska - Garderobiana – 20-lecie

W garderobianych cudownym staffie

 Bogusia śmieje się nawet w szafie.


Igor Michalski  - Dyrektor Teatru – 40-lecie

Któż by nie znał Igora 

naszego Dyrektora


Renata Nehrebecka - Orkiestra – 30-lecie

Na oboju taktów zagrała tysiące,

do grania w teatrze serce ma gorące. 


Katarzyna Niebodajew - Obsługa Widowni – 20-lecie

Każdego Widza opieką otoczy

by widz z uśmiechem na widownię wkroczył.


Mirosław Niebodajew - Kierownik Techniczny – 45-lecie 

On za kulisami jest nie zastąpiony,

rządzi po królewsku choć nie ma korony.


Alicja Piotrowska - Solistka, aktorka – 25-lecie

Od lat scenie oddana, aktorka wszechstronna  

dla teatru i sztuki do poświęceń skłonna.


Jolanta Pozańska - Dział Eksploatacji Budynku – 20-lecie

Czystość, ład, porządek w tak wielkim teatrze,

wszystko błyszczy w koło aż miło popatrzeć.


Adam Różański - Obsługa sceny-montażysta dekoracji – 35-lecie

Zanim zdążysz zjeść kolację,

On postawi dekorację. 


Skowronek Cezariusz - Obsługa sceny-napędy –35-lecie

Kręci obrotówką wzorem karuzeli, 

przez okrągły tydzień, nawet przy niedzieli. 


Piotr Teda - Inspektor BHP – 30-lecie

Bezpieczeństwo pracy jego oczko w głowie,

uważaj na siebie - mówi behapowiec.


Iwona Warszycka-Kot - Inspicient, Orkiestra – 30-lecie

Czy to w orkiestronie, czy w kulisach sceny,

drobniutkiej Iwonce nie brakuje weny. 



Drodzy Jubilaci!!!

Dziękujemy Wam Ludziom Teatru za pasję, z jaką poświęcacie się sztuce. Dziękujemy za to, że jesteście, że dzięki Wam maszyna teatralna jest niezawodna.    Życzymy Wam, by zapał do pracy, twórcza inwencja i wytrwałość zapewniła Wam i nam wszystkim wiele artystycznych przeżyć i uznanie publiczności.

image4 2_edited.jpg

Krawcowa rzeczy niemożliwych

Zaczynając pracę chłodną jesienią 1979 roku, była świadkiem otwarcia siedziby Muzycznego pod Kamienną Górą. Jej twórczość uświetniała spektakle m.in. Andrzeja Cybulskiego, Jerzego Gruzy i Macieja Korwina. Twierdzi, że nie ma rzeczy niemożliwych... a przynajmniej niemożliwych do uszycia kostiumów. Z Krystyną Jasińską, kierowniczką teatralnej pracowni krawieckiej w 50-lecie pracy zawodowej rozmawiała Sylwia Firańska.


Którędy trafiła Pani do Muzycznego?

Znajoma sprzątająca w teatralnej malarni przekazała mi, że nowa siedziba niedługo będzie otwarta i potrzeba krawców. Byłam wtedy po sześciu latach nauki rzemiosła i trzech pracy w krawiectwie. W Teatrze po trzech latach zostałam kierownikiem pracowni męskiej, a następnie także damskiej.


Pamięta Pani pierwszy uszyty kostium?

Najpierw pracowałam w pracowni męskiej, gdzie uszyłam krakowski kontusz, kaftany i góralskie gunie - Teatr szykował się do premiery „Cudu mniemanego, czyli Krakowiaków i Górali”, pierwszej premiery w teraźniejszej siedzibie. Pracy było co niemiara, kostiumy góralskie dały nam w kość. Na grubych materiałach, wojłokach, aplikowaliśmy imitujące hafty wzory wycinane z chust.


Co odróżnia teatralną krawcową od takiej, u której każdy może zamówić sobie ubranie?

Teatralny krawiec szyje przede wszystkim kostiumy na miarę, indywidualnie dla każdego z obsady. Szycie konfekcyjne by mnie wykończyło. Ponadto kostiumy wyglądające czasem na zwykłe ubrania, wcale takie nie są.


Co je wyróżnia?

Muszą być bardziej wytrzymałe niż normalny ubiór. Wytrwać przynajmniej kilka lat występów na scenie, a następnie prania i prasowania. Znamy miejsca, gdzie ubrania najczęściej „puszczają w szwie” podczas ruchu scenicznego, więc wyprzedzamy wypadki i dodatkowo te miejsca wzmacniamy. Nie mogą też utrudniać działań, dlatego np. pod pachami wszywamy mieszki, które przy podnoszeniu rąk nie krępują ruchu. 


Za sprawą jakich sztuczek kostiumy zawsze leżą idealnie?

Sztuka tkwi w prawidłowym pobraniu miary. Uwzględnia się wtedy charakterystyczne dla danego ciała cechy. Wyższe lub niższe ramię, okrągłe plecy, wystające łopatki - to krawieckie terminy. Zdarzyło się, że przy mierzeniu  dziewczynki z Teatru Junior używałam jak gdyby nigdy nic tych terminów przy jej mamie i… pani była oburzona, że robię z jej dziecka kalekę. Od tego czasu nigdy nie nanoszę uwag w obecności rodziców :)


Co się zmieniło w teatralnym krawiectwie na przestrzeni lat?

Ilość krawców. Kiedyś w pracowniach damskiej i męskiej pracowało łącznie ok. 25 osób. Był krojczy, zastępca, praca była dzielona etapami. Teraz jesteśmy we trójkę na dwie pracownie. 


To wydaje się być kolosalna różnica.

Bez porównania, a kostiumów jest mniej więcej tyle samo. Niektóre elementy są kupowane z zewnątrz, lecz wciąż stawiamy na rzemiosło, więc czasem angażujemy dodatkowe ręce do pracy. Z drugiej strony, nasze działania są rozłożone na dłuższy czas, grafiki przygotowań do premier uwzględniają naszą moc przerobową. Największe „kolosy” z punktu widzenia pracowni krawieckiej tworzył chyba Jerzy Gruza - wtedy po prostu nie przestawaliśmy szyć.


O współpracy z tyloma różnymi scenografami mogłaby pewnie napisać książkę.

Bywa z nimi różnie, a mianowicie ze stopniem ich przygotowania. Jeden ma określoną wizję kostiumu po pierwszej przymiarce z aktorem, kolejny potrzebuje dwóch lub trzech. Zdarzyło się, że nie wiedzieliśmy, gdzie jest góra, a gdzie dół otrzymanych szkiców, bo bardziej przypominały abstrakcję do powieszenia na ścianę. Niezastąpionym wzorem jest dla mnie Jerzy Rudzki. Przynosi dopracowane projekty, a następnie mówi, że nie jest tu potrzebny - ufa naszym umiejętnościom. To świetna współpraca. Inny scenograf chciał nam zapłacić za wykonanie projektów za niego. Przed innym chowało się nożyczki, bo regularnie przycinał gotowe kostiumy. Kolejny przesadzał z szerokością ramion, o jakieś 15 cm w stosunku do reszty ciała. W końcu zaczął posługiwać się osobistym centymetrem, który nie miał jedynki i dwójki, na trójce była przypięta początkowa blaszka, a do dziesiątki były zamazane cyferki. I wtedy, z brakującymi dwoma centymetrami, wszystko wymierzał dobrze.


Scenograf specjalnie zrobił sobie „trafiony” centymetr?

My mu go zrobiliśmy.


3 najważniejsze cechy teatralnej krawcowej to…

Wszechstronność - krawiec pracujący w konfekcji na pewno musiałby się przyuczyć do czytania projektów i szycia kostiumów scenicznych. Cierpliwość - potrzebna do współpracy z tyloma różnorodnymi scenografami i poświęcania czasu danemu kostiumowi. I wyobraźnia - tu nie ma rzeczy niemożliwych! Wszystko trzeba umieć uszyć… albo krok po kroku dociec sposobu, jak daną kreację stworzyć.


Ile ma Pani na swoim koncie kostiumów?

Myślę, że należy je liczyć w tysiącach. Przypominam sobie te wszystkie lata będąc w magazynie kostiumów: „O, to się szyło, tamto się szyło”. 


Najpiękniejszy kostium?

Wspominam te do „Czarodzieja z krainy Oz”, tworzone z kostiumolożką Barbarą Ptak na początku dyrektury Macieja Korwina. Bajkowe kostiumy niczym z Disneylandu. Z dorosłych aktorów musieliśmy „wygubić” proporcje i zrobić dzieci. Zwężane ramiona, wielkie bufiaste rękawy, sukienki z bardzo wysokim stanem i spodnie o obwodzie nogawki 1,4m - znajomi będący na spektaklu pytali, skąd wzięliśmy na scenę tyle dzieci.


A taki spędzający sen z powiek?

Kostium Perłowego Króla - pełny garnitur i nakrycie głowy obszywaliśmy guzikami z masy perłowej, tworząc konkretny wzór. Niesamowicie ciężki - przy pracy oraz wagowo dla aktora. Spodnie musiały być na szelkach, aby siła grawitacji ich nie pokonała.


Co Pani sobie myśli, widząc własne prace na scenie?

Co jeszcze można poprawić. Kostiumy na scenie wyglądają zupełnie inaczej. No i mikroporty…  trudno znieść widok ładnie dopasowanego kostiumu, zniekształconego przez mikroport pod nim. Czasem idę za kulisy i pytam aktora, czy nie widzi, że ma nierówno poły fraka? A to wszystko przez mikroport... Ale i na to jest sposób - kieszonki na wierzchu.


Najpiękniejsza rzecz, jaką uszyła Pani dla siebie?

Chyba peleryna. Ludzie na ulicach pytali, kto ją szył. Zmęczona już mówiłam, że kupiłam. Wtedy pytali, w jakim sklepie i musiałam brnąć dalej, twierdziłam, że w żadnym na Wybrzeżu :)


Czego Pani życzyć na 50 lecie?

Zdrowia i sił do pracy, żeby jeszcze trochę pomóc moim koleżankom. Pracują w Teatrze krócej i choć są zdolnymi, świetnie zorientowanymi dziewczynami, niejedna krawiecka niespodzianka wciąż przed nimi. Mam teraz bardzo dobre towarzystwo, w którym życzyłabym sobie na ten jubileusz jeszcze trochę pobyć. 

IMG_8350.jpg

Podróż, nieustanna podróż…

Igor Michalski to człowiek na wskroś przesiąknięty teatrem. Aktor, reżyser, dyrektor. Jego korzenie to kilkupokoleniowa teatralna rodzina. Szczęśliwy mąż, ojciec i dziadek. O jego rodzinę i czterdziestoletnią teatralną pracę pyta Jacek Wester. 


Twoja droga teatralna to długa podróż. Było zakulisowe dzieciństwo, szkoła teatralna, różne teatry i różne w nich funkcje. Czy dzielisz ją na jakieś ważne etapy, czy też jest to naturalna ciągłość? 

Ta podróż, o której mówisz, zaczyna się od momentu urodzenia aż do śmierci… Musze uważać, bo wywiad ma być krótki, a ja mam ochotę pofilozofować. Każdy dzień jest ważny, ba każda minuta to podejmowanie decyzji. Jeżeli zaakceptujemy te wybory to może mamy szanse być zadowoleni z życia, a może nawet szczęśliwi. Miarą szczęścia jest może wyznaczanie sobie spienialnych marzeń? 

Nie wiem, może… 


Który z tych etapów z perspektywy czterdziestu lat pracy uważasz za przełomowy? 

Myślę sobie ze dzielenie życia na etapy daje poczucie jakiegoś końca, skłania do podsumowań. A ja wychodzę z założenia, że tyle jeszcze mam do zrobienia w życiu i pomimo poczucia, 
że to wszystko będzie miało kiedyś swój koniec, cały czas mam w sobie głód przygody, spotkań, pielęgnowania przyjaźni i zabawy… 


Twój teatr to także Twoja rodzina, która cała jest związana z teatrem. Jak funkcjonują u Was teatralne tematy? Macie czas na oderwanie się od nich i bycie „cywilami”? 

Podróż, nieustanna podróż. Nie można odklejać się od tego co jest sensem życia i powiedzieć sobie: „a teraz to zapomnę o tym co robię i wskoczę do innego świata”. 


Teatrem Muzycznym kierujesz już drugą kadencję. Po tylu latach można już chyba powiedzieć, że stał się on drugim domem. Jak to jest ogarniać „ojcowską” opieką tak dużą „rodzinę”? 

To jest pytanie do rodziny, czy to co robimy wspólnie sprawia nam radość, daje poczucie sensu. Staram się wsłuchiwać w ludzi, być uważnym i czuć się potrzebnym i skutecznym w działaniach. 


Jesteś spełnionym,   szczęśliwym facetem z fajną, kochającą się rodziną. Jakie jeszcze marzenia ma dzisiaj Igor Michalski?

Zrealizowanie naszych planów repertuarowych… I powrót do pełnych widowni i tej wspanialej energii, która przelewa się ze sceny na Widzów w każdym spektaklu Teatru Muzycznego.

Zatem realizujmy plany i wracajmy z jeszcze większą energią. Dziękuję za rozmowę.

 

Technicznie teatr biorąc...


W stoczni nie zagrzał miejsca, wojsko nie okazało się szczytem marzeń. Za to jeszcze przed rozpoczęciem pracy w Teatrze koledzy potajemnie wpuszczali go za kulisy. Od 37 lat można go spotkać w Muzycznym praktycznie zawsze i wszędzie. Najlepiej szukać przy scenie, na galerii, ewentualnie w biurze lub... w orkiestronie. Z Mirosławem Niebodajewem, Kierownikiem Tecznicznym w 45-lecie pracy zawodowej rozmawiała Sylwia Firańska.


Podczas klasycznego dnia pracy, ile czasu przebywa Pan w Teatrze? Szczerze.

Dużo. Nie zdarza się, żeby było to mniej niż osiem godzin. To zależy, na jakim etapie działań jesteśmy - czy przygotowujemy się do produkcji, czy może demontujemy scenografię. Czasem jest to 12 godzin na dobę. Więcej już nie mogę, żeby nie zainteresowały się mną odpowiednie służby... Zawsze jestem w Teatrze z poczuciem, że przebywam tam, gdzie powinienem być - aby mieć pewność, że wszelkie kwestie pod moją pieczą mają się dobrze.



Uzyskanie tej pewności i połączenie tylu działań w jedną całość sprawia, że częściej biega Pan po Teatrze niż chodzi?


To wynika chyba z tego, że nie mamy zbyt wiele czasu na uprawianie innego sportu, dlatego rzeczywiście, trochę sobie uprawiam bieganie po Teatrze :)


Od montażysty przez brygadiera sceny, jej mistrza, po kierownika działu technicznego - z awansu na awans coraz więcej odpowiedzialności, nawet za ludzkie zdrowie i życie. I najczęściej widuję Pana uśmiechniętego. Domyślam się, że to miłość do Teatru, ale ile razy ta miłość poważnie Pana zestresowała?

Uwierz mi, nikt tego nie widział, ale parę razy płakałem z nadmiaru emocji, czasem rozczarowania, że coś nie wyszło, jak miało wyjść. Mimo to zauważ, że w Teatrze jesteśmy dla siebie życzliwi... to piękne miejsce, jesteśmy wśród energicznego zespołu, tu rodzą się kariery sceniczne i widowiska. Wszyscy to współtworzymy. A w uśmiech bardzo wierzę - łamie dystans do drugiego człowieka, buduje życzliwość, która dużo nam w życiu daje.

Patrząc na Pana pracę z zewnątrz, wydaje się to być klasyczny... teatralny chaos. Biegiem tu, biegiem tam. Spotyka się Pana nie tylko za kulisami, ale też za biurkiem, przy dokumentach. Chaos jest pozorny, jest w nim pewien system?

Ile razy spotykałem się w sprawach zawodowych z kimś z zewnątrz, zwracano mi uwagę: „Ty nic nie zapisujesz, nie robisz notatek”. Nie robię, tak układam sobie wiadomości w głowie, że nie potrzebuję notatek - otwieram w umyślę odpowiednią szufladkę i wkładam do niej informacje. Nigdy nie robiłem notatek z lekcji, wystarczyło, że na nie chodziłem. Gotując, jestem w stanie odtworzyć przepis z obejrzanego nagrania. Oto mój system :)


Pana przyjście do pracy zbiegło się z objęciem dyrektury przez Jerzego Gruzę. Co kolejne dyrektury przyniosły technologii Teatru?

Początek roku 1983, w styczniu pojawił się Jerzy Gruza, miesiąc później ja. Tak naprawdę wszyscy zastanawiali się, „Co on robi w Gdyni”... nie wiem czy ktokolwiek do dziś byłby w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Dyrektura Jerzego Gruzy była przełomem, do spektaklu „Les Miserables” zostały sprowadzone za ciężkie pieniądze pierwsze mikroporty. W 1989 roku! Każdy dyrektor wprowadza innowacje - okres Wojciecha Trzcińskiego przyniósł nam bezszwowe tiule, dające możliwość trójwymiaru na scenie - towar bardzo pożądany przez teatry w tamtym czasie. Maciej Korwin podarował zespołowi technicznemu częste wystawianie naszych spektakli za granicą, gdzie mogliśmy podpatrywać, jakie rozwiązania techniczne są wprowadzane w najróżniejszych instytucjach. Obecnie posiadamy najlepszy system dźwiękowy, jaki może sobie wymarzyć teatr muzyczny.

Co w technologii scenicznej podczas spektaklu zależy od człowieka?

Wszystko. Nad każdym, najnowocześniejszym sprzętem czuwa ekipa techniczna. Są też Panie fryzjerki, garderobiane, charakteryzatorki. Od pracy ich wszystkich zależy, jaki będzie efekt końcowy.


Pana osoba jest rozpoznawalna w świecie „ludzi kulis”. Niejeden Teatr z chęcią by Pana podkradł. Dlaczego jest Pan od kilkudziesięciu lat wierny Muzycznemu?

W Polsce, i chyba za granicą, nie ma piękniej położonego teatru niż ten w Gdyni. Nie wiem, w jaki sposób Danuta Baduszkowa przekonała komunistyczne władze, że w tak pięknym miejscu zaraz przy plaży powinien stanąć Teatr Muzyczny.


Ulubiony element pracy?

Uczestniczenie w obsłudze technicznej spektaklu. Swój ulubiony- „Wiedźmina” spędzam w orkiestronie... oczywiście nie grając na niczym, głównie dbam o bezpieczeństwo zeskakujących do niego aktorów. Wtedy jestem żywą częścia widowiska. 


Ulubione miejsce w Teatrze?

Galeria sceniczna, kwitesencja Teatru*. Zaczynałem tam też pracę montażysty. Kiedy mam okazję, lubię wjechać na górę i podziwiać ten widok.


Czego Pan sobie życzy na ten Jubileusz?

Możliwości obejrzenia spektaklu jako widz, który przychodzi do teatru, siada na widowni, i spogląda na całe widowisko po raz pierwszy, niczego się nie spodziewając.


*Galeria sceniczna - spójrz wysoko w górę - nad sceną, a nawet Twoją głową, Widzu, porusza się czasem ekipa teatralna :)

 

40 lat minęło jak jeden dzień...

wiosna3.jpg

Włodzimierz Barcikowski Pracownia dekoracji - Modelatornia (45-lecie) oraz Dorota Gloc - Kierownik BOW (40-lecie)

Włodzimierz Barcikowski 

Pracownia dekoracji - Modelatornia (45-lecie)

Twoja pierwsza premiera kojarzy Ci się przede wszystkim z... ?


- Ciekawą pracą (1976 rok) Wówczas teatr zyskał nowy budynek, a dla mnie były to nowe wyzwania. Zacząłem tworzyć większe gabarytowo dekoracje, większe formaty np. horyzonty/ prospekty (ruchome elementy dekoracji umieszczone w głębi sceny, tworzące tło, niekiedy imitujące głębię perspektywiczną) o wymiarach 26m na 18 m czy paldamenty („fartuchy” wieszane u góry sceny, a wycinane dołem-kotary, których dodatkowym zadaniem jest m.in. maskowanie urządzeń m.in. sztankietów) Wtedy to było wyzwanie, te wielkie powierzchnie malowało się ręcznie. 


Twój najważniejszy dzień w Teatrze?  


Trudno powiedzieć, sporo było różnych, ciekawych i ważnych dni. Każdy dzień w teatrze jest inny Za każdym razem robię coś nowego, nigdy nie zdarza się taka sama scenografia.  


Spełnienia którego z Twoich marzeń możemy Tobie życzyć?  


Wygranej w totolotka i zdrowia. 


Dorota Gloc 

Kierownik Biura 

Obsługi Widzów (40-lecie)


Twoja pierwsza premiera kojarzy Ci się przede wszystkim z.…?


Szybką adaptacją w społeczności teatralnej. Swoją pracę w teatrze rozpoczynałam w orkiestrze, gdzie grałam na wiolonczeli. Byłam jeszcze w szkole muzycznej, kiedy zagrałam pierwszą premierę byli to „Piraci”. Jednak najbardziej zapamiętałam premierę spektaklu „Kolęda Nocka” w reżyserii Krzysztofa Bukowskiego. z muzyką Wojciecha Trzcińskiego. To był piękny i niezwykle wymowny spektakl opowiadający 
o trudach życia w latach 80. Graliśmy go rok, po czym wybuchł stan wojenny w dniu, kiedy odbywało się przedstawienie na widowni siedzieli cenzorzy 
i spektakl zdjęto z afisza. Do dziś w teatrze jest on wspominany jako kultowy. 


Twój najważniejszy dzień w Teatrze?  


Każdy dzień życia teatru był 
i jest dla mnie najważniejszy. Teatr to taki drugi dom jak już raz się „przepadnie” w jego otchłań, to trudno się z niego wydostać. Swoją pracę zaczynałam jako bardzo młoda dziewczyna z uwagi na późniejszą redukcję etatów w orkiestrze po 23 latach byłam zmuszona zmienić zawód. Nie, nie żałuję. W teatrze nawet biura nie są zwykłymi biurami. Naprawdę lubię te wszystkie szalone wyzwania, jakie codziennie stawia mi praca w teatrze. No dobrze prawie wszystkie, nie mogę się pogodzić z zawieszeniem działalności teatru wynikającą z pandemii, ale wierzę, że i to wkrótce się unormuje.  


Spełnienia, którego z Twoich marzeń możemy Tobie życzyć?  


No cóż… powrotu do „normalności”, godziwej emerytury i zdrowia i dla mnie i dla wszystkich.  

wiosna3.jpg

Żaneta Gołębiewska-Woźniczko Impresariat (45-lecie)

Twoja pierwsza premiera kojarzy Ci się przede wszystkim z...?

Swoją pracę w Teatrze rozpoczęłam w dziale marketingu zajmując się promocją i reklamą. Początkowo współuczestniczyłam przy kilku mniejszych premierach, przy których uczyłam się szczególnej specyfiki pracy w Teatrze, cechującej się niepowtarzalną, swoistą egzotyką tego miejsca. Pierwszą premierą wystawianą na dużej scenie, którą pamiętam z pełnym moim udziałem i zaangażowaniem przy promocji i reklamie był musical „Evita”. Współpracowaliśmy wtedy z wybitnym i najbardziej rozpoznawalnym twórcą plakatu artystycznego Panem Andrzejem Pągowskim. Jak to bywa z Wielkimi Artystami, którzy są rozchwytywani i obłożeni pracą – cechuje ich notoryczny brak czasu, co kumuluje zwłokę przy realizacji przyjętych zamówień. Pan Pągowski miał przygotować szatę graficzną do promocji musicalu Evita, począwszy od plakatu, zaproszeń do innych form reklamy. Ponieważ premiera zbliżała się wielkimi krokami, a my nie mieliśmy żadnych projektów, kilkakrotnie musiał dyrektor Maciej Korwin interweniować i ponaglać artystę i w końcu otrzymaliśmy gotowe dzieło i materiały, a efekt współpracy z najpopularniejszym polskim plakacistą okazał się 
w pełni satysfakcjonujący i podziwiany. Zaczęła się prawdziwa gonitwa z czasem przy przygotowaniu wszystkich możliwych form promocji, by zdążyć przed premierą. Pamiętam, że dodatkowe obawy przy przygotowywaniu premiery towarzyszyły nam z uwagi na to, że równocześnie trwały prace nad wersją filmową musicalu Evita z udziałem mega gwiazdy Madonny w roli głównej. Obawialiśmy się, że film ze światowej sławy gwiazdą odbierze nam wiernych Teatrowi Widzów i nie zagramy zbyt wielu spektakli, ale stało się odwrotnie–zainteresowanie filmem tylko pomogło rozsławić naszą wersję musicalu Evita, która cieszyła się ogromną popularnością i uznaniem krytyki dzięki znakomitym kreacjom stworzonym przez solistów. Następną premierą był musical Scrooge, pełen magii, niezwykle plastyczny i urokliwy spektakl, wprowadzający w nastrój Świąt Bożego Narodzenia i wywołujący niepowtarzalne wzruszenia artystyczne. Przy tym tytule musieliśmy bardzo skrupulatnie trzymać się wymogów licencyjnych i wszystkie projekty oraz plany promocyjne musiały być zgodne z pierwowzorem. Z wielką przyjemnością wraz z całym zespołem działu marketingowego przygotowywałam oprawę promocyjną i z uznaniem oraz podziwem dla zespołu artystycznego wielokrotnie oglądałam próby i cały proces twórczy podczas przygotowywania premiery. Tak było przy każdej kolejnej premierze przez 25 lat pracy w Teatrze.


Twój najważniejszy dzień w Teatrze?  

Nie mogę wskazać jednego, najważniejszego dnia. Natomiast przygotowanie i realizacja każdego spektakularnego wydarzenia artystycznego wywołuje w mojej pamięci satysfakcję i dumę z pracy impresaryjnej. Tak było w przypadku wystawienia w naszym Teatrze niezapomnianych koncertów wybitnych muzyków i kompozytorów, takich jak np. Andreasa Vollenweidera, niepowtarzalnego, charyzmatycznego muzyka grającego na zaprojektowanej przez siebie harfie elektroakustycznej, czy też legendarnego, bardzo charakterystycznego, światowej sławy pianisty jak Chick Corea. Wielką przyjemność przyniosła mi po żmudnych, pracochłonnych i bardzo trudnych negocjacjach organizacja koncertu Filharmoników Wiedeńskich, który mógł być wystawiony na deskach naszego Teatru dzięki pomysłowi i ogromnemu wkładowi honorowego konsula Austrii Pana Ryszarda Krauze i przy ścisłej współpracy z PLL LOT. Po przeprowadzeniu wielu kalkulacji i uwzględnieniu możliwych terminów realizacji koncertu, udało mi się we współpracy z w/wym. sprowadzić do Gdyni Orkiestrę Filharmoników Wiedeńskich, by nasi Widzowie mogli na żywo wysłuchać koncertu słynnych na całym świecie muzyków.


Spełnienia którego z Twoich marzeń możemy Tobie życzyć?  

Moje marzenia-w aktualnie panującej pandemii koronawirusa, gdy wszyscy jesteśmy w trudnej sytuacji zagrożenia zdrowotnego, ekonomicznego i wszystkich konsekwencji wynikających z restrykcji nałożonych w obawie 
o zdrowie i życie społeczeństwa – kumulują się na życzeniu powrotu do normalności. Chciałabym żeby możliwe było pokonanie groźnej choroby i przywrócenie w pełnym wymiarze naszego repertuaru oraz prac związanych 
z planowanymi premierami, żeby znowu zespół artystyczny wraz z całą załogą Teatru mógł nieść radość, pokazywać piękno, wywoływać niezapomniane wzruszenia artystyczne i znów przenosił naszych Widzów do bajkowego, pełnego magii i niepowtarzalnego klimatu spektakli, wystawianych przy pełnej widowni.

 
wiosna.jpg

Prezent dla Jubilatów

Ta piosenka nie jest wyłącznie pochwałą zawodu aktora. Jest za to z całą pewnością wyrazem radości z tego, że dzieje się TEATR! On wiadomo nie dzieje się sam. To nasze emocje napędzają całą tę  „karuzelę” . Stworzyły razem ze znajomością fachu każdego z Was naszą legendą. Dzień po dniu aż do dnia Jubileuszu. Gratulacje Wam wszystkim. Szanujemy, doceniamy i pamiętamy. Nie ma to jak scena!


THERE’S NO BUSINESS LIKE SHOW BUSINESS – NIE MA TO JAK SCENA 

(przekład Andrzej Śledź)


I rzeźnik, i piekarz, 

badylarz i cieć

Po cichu przeklinają dolę swą.

Prócz pensji coś jeszcze 

chce każdy z nich mieć,

a liczyć na oklaski nie ma co.

Z radością by pożegnał 

nudny fach,

by spełniać się wśród teatralnych braw.


Bo nie ma to jak scena

chociaż trema zżera cię.

Ale gdy kurtyna idzie w górę

a na obrotowej scenie ruch

w tej rulecie 

stawiasz na kulturę

zgarnąłeś pulę

oddajesz dług.

Aktorzy- ludzie skorzy

by śmiać się, 

zwłaszcza gdy źle

kiedy wszystko idzie 

jak po grudzie ci

weź oddech i

Pchnij teatru drzwi.

Już po trzecim dzwonku, 

nie uciszysz go,

bo teatr to jest to 


Premiera dziś u nas, 

już rampy lśni blask

Widowni za kurtyną 

słychać szum.

Kostiumy, makijaż, 

gotowe na czas.

Już klaszcze w dłonie 

oszalały tłum.

Premiera!

Serce bije ci jak dzwon,

Orkiestra już podaje 

pierwszy ton.


Bo nie ma to jak scena

chociaż trema zżera cię.

Kiedy w górę 

poszła już kurtyna

choćbyś ze zmęczenia 

padał z nóg,

Tu się życie kończy i zaczyna,

raz z Melpomeną 

bierze się ślub.

Aktorzy- ludzie skorzy 

i do śmiechu i do łez.

Wczoraj recenzenci 

pochwalili cię,

Więc na bok stres,

scena twoja jest. 

Jutro w garderobie gwiazd

zasiądziesz bo…

Bo teatr to jest!

Bo teatr to jest!


Żelaznego zdrowia, stalowych nerwów i złotych jubileuszy

Andrzej Śledź

 

Plac Grunwaldzki 1
Gdynia, 81-001
Polska

  • Facebook
  • Facebook

©2018 by Antrakt. Proudly created with Wix.com